Karp. Duma naszej, wigilijnej tradycji. Ryba królewska, której wątpliwy okres świętowania właśnie się zaczyna. Czy namawiam do bojkotu tradycji? Nie. Tradycja jest ważna. To nasza tożsamość. Jednak w dobie postępu cywilizacyjnego, nagromadzonej wiedzy zachęcam do przemyślenia jednego aspektu związanego z naszym stołem wigilijnym. Jest nim droga tej zacnej ryby na nasz stół. Zastanawiam się, czy musi być ona aż tak brutalna i nieprzyjazna. To zwierzę przecież też czuje. Duszone w marynacie własnego śluzu, własnych metabolitów w supermarketowym, błękitnym baseniku karpie wystawione są na ciężką próbę. Survival z wiadomym zakończeniem. Ale one tego zakończenia nie znają. Zranienia bolą, duszność daje się we znaki. W sumie ryba nie ma świadomości poprawy tego bytu, czyli niby wszystko jest dobrze. Ale na Boga! Ponoć CZŁOWIEK brzmi dumnie! Czemu zatem pozwalamy na to, by nasze dzieci spokojnie się przechadzały między tymi basenami i pokazujemy im rybkę? Gdyby pan za ladą wyłowił rzeczonego karpia i jednym ruchem młotka palnął mu w łeb bylibyśmy oburzeni. Nagła, szybka śmierć zrobi wrażenie, a jakże! Obok tej powolnej przechodzimy obojętnie, ponieważ jest cicha, wszak ryby głosu nie mają. Później tylko wędrówka w plastikowej reklamówce, długa kolejka do kasy. Ale co tam, przecież świętujemy wigilię Bożego Narodzenia. Brzmi to tragicznie, ale ta prawda jest tragiczną i trudno się z nią zmierzyć. Coraz więcej jest głosów buntu przeciw tej sytuacji. Czy zatem są rozwiązania. Moim zdaniem są. Odłów ze stawu hodowlanego, chłodnia, sklep. Prosta droga. Czemu chłodnia? Obniżanie temperatury u zwierzęcia zmiennocieplnego, jakim jest ryba powoduje zwolnienie metabolizmu, letarg i śmierć. Śmierć pozbawianą cierpienia. Nic nie stoi na przeszkodzie, by fermy hodujące ryby miały ubojnie. Oczywiście, podniesie to ostateczną cenę świątecznego zakupu. Czy to problem? Dla mnie nie. Ludzie kupią nieco mniej, ale i tak kupią. Nie będzie sztuk niesprzedanych, z którymi i tak coś trzeba zrobić. Hodowca zarobi swoje, da dodatkowe miejsca pracy, a przywiązany do tradycji człowiek też będzie zadowolony. Przepraszam, jeśli kogoś ten dość osobisty tekst uraził, ale jeśli zmusi do przemyśleń, będę zadowolony. Czemu święta narodzin muszą być okraszone cichą, długą śmiercią?

Podziel się na:
  • email
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • Tumblr