Rozważając problem żywienia naszych podopiecznych, należy się zastanowić co powinno się znaleźć w misce. Bombardowani przeróżnymi informacjami napływającymi z różnych źródeł możemy mieć problem. Można bowiem pomaszerować do sklepu, wybrać stosowny obrazek na opakowaniu i niby sprawa załatwiona. Można zawierzyć reklamie w mediach, wypowiedziom na forach internetowych. Można również wytężyć słuch i zasięgnąć porady „ Goździkowej” podczas spaceru. Mam inną propozycję. Zanim przyjmiemy na komorne zwierzaka poznajmy go. Zwykle rozważamy dwa miziaki, czyli psa i kota. Kot nie stanowi problemu. Jest to obligatoryjny mięsożerca, wielki łowca, drapieżnik. Ma krótkie jelito cienkie i pełen zestaw mechanizmów obróbki białka zwierzęcego. Zatem mięso, mięso, mięso. Oczywiście urozmaicone podrobami, bowiem jest to zwierzątko dość wrażliwe na niedobory aminokwasowe. Wypełniacze są tu w znacznie mniejszej ilości niż w diecie psów. Mit mleka. Należy go obalić. Dobre, pełnowartościowe mleko płynie odżywcza strugą z biustu mamusi. Później jest zbędne. Kot staje się pełnoprawnym przedstawicielem Carnivora. Mleko dla kotów podawano na wsiach, ponieważ… stanowiło to niejako udowodnienie opiekunowi jego dobroci. Mleko kot dostał, z chęcią wychłeptał, a i owszem, ale się nie najadł, więc pozostał głodny- czyli łowny! Zapamiętajmy, kot to pełnoprawny, drapieżny mięsożerca.

Troszeczkę bardziej skomplikowane jest żywienie psa. Również drapieżnik, jednak są różnice. Polowanie nie odbywa się codziennie, ponadto należy zachować hierarchiczny podział zdobytego majątku. Tak zwany międzyczas pożytkowany jest na poszukiwanie. Często nie ma co jeść, a więc głodówka staje się fizjologiczna. Nie ma ofiary polowania, ale żołądek nie może być wiecznie pusty, zatem jest wypełniany innymi zdobyczami. Jagody, korzonki, czasem odrobina padliny, drobne żyjątka, choćby owady. Dodajmy do tego kilka tysięcy lat przy boku człowieka. Ewolucja przez ten czas zrobiła swoje. Zatem model żywienia psa jest nieco inny niż kota. Bardziej skomplikowany, bardziej pracochłonny. Podstawą pozostaje mięso. Tu należy jasno zdefiniować, że mówimy o mięsie mięśniowym, nie o podrobach. Oczywiście, one też nadają się do karmienia. Są nawet wskazane, jednak jako dodatek, a nie podstawa. U psa samo mięso nie wystarcza, należy zadbać o dobrej jakości wypełniacz, czyli parzone płatki, DROBNE kasze, ryż, makarony i jako kolejny dodatek warzywa. Ostrych, przyprawowych, oraz liliowatych (czosnki, cebule) nie podajemy. Mięso możemy podawać surowe lub gotowane. Pamiętać należy o tym, że ciągłe skarmianie mięsa surowego da nam w efekcie atrakcję w postaci zbliżonej do zapachu hali drapieżców w ogrodzie zoologicznym. To już jednak kwestia gustu. KOŚCI nie podajemy, ale o tym w innym odcinku. Zamiennikiem mięsa może być chudy, biały ser, ryby morskie gotowane. Takie żywienie nie zaspokaja jednak zapotrzebowania na makro i mikroelementy oraz witaminy. Dzicy kuzyni naszych psów dostarczają je sobie polując głównie na zwierzęta roślinożerne, a te w swoich jelitach grubych mają całą fabrykę tychże. Należy zadbać o stały ich dowóz z zewnątrz. Wybór jest olbrzymi.

Napracowaliśmy się mocno. Nasz podopieczny ma co jeść. Czy możemy co nieco uprościć?

Oczywiście. Na rynku jest mnóstwo karm gotowych. Część pięknie pakowanych. Może to jest metoda na zdrowe, dobre żywienie? Zdecydowanie tak. Należy jednak pamiętać, że każde upraszczanie nie jest pozbawione ryzyka, a diabeł tkwi w szczegółach. Zacznijmy od najważniejszej rzeczy. Stosunek ceny do jakości. Generalnie obowiązuje zasada, że tak smakuje, jak kosztuje. Generalnie, najdroższa karma może się okazać nieodpowiednia dla naszego pupila. Niestety, cech osobniczych nie da się przewidzieć, jednak jeśli zauważymy, że kilogram mięsnej karmy dla naszego psa jest znacznie tańszy od najtańszego mięsa, powinno nam to dać do myślenia, bowiem półprodukty należało pozyskać, karmę wyprodukować, zapakować, dystrybuować, i tak dalej. Karma hypoalergiczna może uczulać nasze zwierzę, i nie będzie to winą karmy. Może się okazać, że nasz podopieczny jest atopikiem- mamy problem. Co zatem należy zrobić? Kupić małe opakowanie, zobaczyć jaka jest tolerancja, smakowitość. Przestrzegam przed kupowaniem karm na wagę. Nie wiemy jak długo stoją otwarte, nie mamy daty ważności, numeru serii, ponadto nie jesteśmy w stanie ocenić, czy zawartość otwartego worka nie leży w nim i nie wietrzeje od dłuższego czasu, czy tłuszcze nie zjełczały. Pamiętać też warto, że karmy gotowe, to żywność przetwarzana. Są jednak bardzo wygodne. Ostateczny wybór należy do Państwa.

Podziel się na:
  • email
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • Tumblr