Dżdżyste pogody często wyzwalają skłonność do refleksji. Do tego cudny początek dnia. Eutanazja na dzień dobry. Od dłuższego czasu przymierzam się do napisania kilku słów na ten temat, jakże złożony. Pozornie wydaje się to proste. Staza, żyła, zastrzyk. Istnieją jednak oboczności. Ustawowa ochrona praw zwierząt reguluje wiele, włącznie ze wskazaniami do eutanazji. Zatem co należy zrobić, gdy mamy do czynienia z psem siedemnastoletnim, który w przychodni zachowuje się dziarsko, a opiekun długo podejmował tę trudną decyzję, mając świadomość tego, że sam jest starym człowiekiem, który widzi, jak pies nie kontroluje odruchów fizjologicznych. Codziennie rano wdeptuje w odchody, a później kilka razy dziennie wnosi psa na czwarte piętro, bo ten ma kłopoty? Być może po zrobieniu wielu badań diagnostycznych znalazłaby się jakaś deska ratunku. Złożoność problemu pogłębia fakt, że opiekun ma do dyspozycji 1200 złotych emerytury i jest osoba samotną, która by żyć musi zaopatrzyć się w leki, coś zjeść… Ustawa mówi jasno, że wskazaniem do eutanazji jest STWIERDZENIE nieuleczalnej choroby lub agresja zwierzęcia. Zatem, co poczynić, skoro jednoznacznie nie można takiej choroby stwierdzić, a sytuacja jest jaka jest?
Przykład inny. Kot po urazie kręgosłupa. Od wielu miesięcy nie chodzi. Ma kłopoty z oddawaniem stolca, pęcherz moczowy z zastoinowym moczem okresowo na siłę wyciskanym. Odruchy patologiczne doskonale wyrażone. Właściciel nie przyjmuje do wiadomości, że to BEZWIEDNE poruszanie kończynami to zły znak. Jest zrozpaczony i w swej ślepej miłości szuka pomocy wszędzie. To zrozumiałe. Ja zaś zadam kolejne pytanie, kto jest temu winien, że człowiek ma sprzedawaną nadzieję, która utwierdza go we własnym egoizmie i czemu uporczywie leczone zwierzę ma płacić za to własnym cierpieniem?
Jeszcze większym problemem jest eutanazja na wniosek właściciela. Wbrew pozorom nie są to przypadki rzadkie i stanowią potworny dylemat moralny. Najłatwiej jest odmówić bez dyskusji. Jednak tutaj pojawiają się kolejne pytania. Kto będzie odpowiedzialny za psa powieszonego na drucie kolczastym, na klamce wejścia do przychodni dnia następnego? Kto weźmie na siebie winę za zwierzę utopione w stawie czy przywiązane w lesie na sznurku, kto powie, że to za jego zgodą ktoś został dotkliwie pokąsany przez watahę głodnych psów, która uformowała się w wyniku wyrzucenia z pędzącego na wakacje samochodu?
Ktoś może zapytać, czemu TAK piszę, i czemu nie odpowiadam na stawiane pytania? Chcę, by Państwo zrozumieli, jak trudne są takie decyzje, jak ważna jest świadomość opiekuna, jak istotną staje się wspólna rozmowa. Jak ważne jest, by właściciel zwierzęcia wiedział kiedy, jak, i z jakiego powodu. Jakim ważnym tematem jest istota godnego życia, jakim złem jest uporczywa terapia przedłużająca agonię. Chcę również, by wszyscy opiekunowie naszych podopiecznych zrozumieli, że po drugiej stronie barykady też znajduje się człowiek, który ma sumienie.

ABIVET Przychodnia dla Zwierząt
Piotr Kaczmarek

Podziel się na:
  • email
  • Facebook
  • Wykop
  • Twitter
  • Blip
  • del.icio.us
  • Blogger.com
  • Tumblr